Separator to urządzenie, o którym przypomina się po kontroli
Stoi pod ziemią, nie hałasuje, nie wymaga obsługi z panelu. Przez to bywa traktowany jak element instalacji, który raz zamontowany działa sam. Tymczasem separator substancji ropopochodnych albo tłuszczów ma ograniczoną pojemność i po jej wyczerpaniu przestaje spełniać swoją rolę.
Skutek jest niewidoczny na terenie zakładu. Widać go dopiero w wyniku badania ścieków na wylocie albo w piśmie od gestora sieci.
Urządzenia tego typu spotyka się na stacjach paliw, myjniach, placach manewrowych zakładów transportowych, w warsztatach i przy zapleczach kuchennych. Wspólną cechą tych miejsc jest to, że zanieczyszczenie pojawia się nierównomiernie: przez tydzień prawie nic, a po jednym wycieku albo intensywnym deszczu od razu dużo.
Jak działa i kiedy przestaje działać
Zasada jest mechaniczna. Ciecz spowalnia w komorze, cięższe cząstki opadają na dno jako osad, lżejsze substancje gromadzą się przy powierzchni. Oczyszczona woda odpływa środkiem, przez przegrodę zatrzymującą warstwę pływającą.
Ten układ przestaje pracować w trzech przypadkach:
- gdy komora zapełni się osadem i skróci się droga przepływu,
- gdy warstwa substancji pływających sięgnie poziomu odpływu,
- gdy przepływ chwilowo przekroczy wydajność urządzenia, na przykład przy gwałtownym opadzie.
Trzeci przypadek bywa pomijany przy doborze. Separator dobrany do średniego spływu przepuszcza zanieczyszczenia podczas nawalnego deszczu, kiedy z placu spływa najwięcej osadów i olejów zebranych przez wcześniejsze tygodnie.
Co obejmuje przegląd
Przegląd nie kończy się na zajrzeniu pod właz. Sprawdza się grubość warstwy substancji pływających, poziom osadu, stan przegrody i filtra koalescencyjnego oraz działanie zamknięcia awaryjnego, jeżeli urządzenie je posiada.
Wynik przeglądu zapisuje się razem z datą i pomiarami, bo dopiero seria takich zapisów pokazuje tempo zapełniania. Zakład, który zna to tempo, planuje wywóz zawartości z wyprzedzeniem, zamiast zamawiać transport w trybie pilnym po otrzymaniu złego wyniku badania.
Najczęstsze zaniedbania
Pierwsze to brak jakiejkolwiek ewidencji przeglądów. Urządzenie bywa czyszczone nieregularnie, a firma nie potrafi wykazać, kiedy ostatnio to robiono.
Drugie to podłączanie do separatora strumieni, dla których nie był projektowany. Woda z mycia posadzek z detergentem zmienia warunki pracy urządzenia, bo emulguje oleje i utrudnia ich rozdzielenie. Trzecie to odpady wydobyte z separatora traktowane jako zwykłe śmieci, choć są odpadem wymagającym właściwej klasyfikacji i przekazania uprawnionemu odbiorcy.
Czwarte zaniedbanie dotyczy dokumentacji powykonawczej. Po latach nikt w zakładzie nie wie, jaki dokładnie model urządzenia jest zamontowany, na jaki przepływ był dobrany ani czy ma filtr koalescencyjny. Bez tych informacji trudno ocenić wynik badania, bo nie wiadomo, czy urządzenie pracuje poza zakresem, czy po prostu wymaga czyszczenia.
Jak wpiąć separator w resztę obowiązków
Urządzenie jest tylko jednym elementem gospodarki wodno-ściekowej zakładu. Sens jego pracy ocenia się przez wynik na wylocie, a ten porównuje się z warunkami wynikającymi z umowy albo pozwolenia.
Dlatego przeglądy planuje się razem z harmonogramem badań, a nie osobno. Punktem odniesienia pozostają wymagania wobec ścieków przemysłowych obowiązujące dany zakład, bo to one przesądzają, czy istniejące urządzenie wystarcza, czy potrzebny jest dodatkowy stopień podczyszczania. Sama wymiana separatora na większy bez tej analizy bywa wydatkiem, który nie zmienia wyniku badania.

